

Od samego początku seansu wchodzimy wraz z bohaterami w dziwną atmosferę nieodmówień i tajemniczości. I dlatego też już do końca filmu będą pojawiały się w naszych głowach pytania: co się dzieje? kto mówi prawdę? co jest realne?
Wracając do zaginionej – okazuje się, że zniknęła ona ze swojej zamkniętej od środka celi w niewyjaśniony sposób lecz postawiła pod jedną z desek podłogowych początkowo niezrozumiały gryps…
Jakby przy okazji okazuje się, że nasz główny bohater jest weteranem II Wojny Światowej i ciągle przeżywa traumę, w związku z tym co widział w trakcie wyzwalania obozów koncentracyjnych w tym obozu w Dachau.

Nasz główny bohater Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) powoli zaczyna rozumieć, że na wyspie dzieje się coś dziwnego i jeszcze na dodatek zaczynają męczyć go migreny. Ze zdziwieniem ale niestety już po fakcie zaczyna się orientować, że tabletki, które dostaje od dyrektora szpitala (Ben Kingsley) zamiast pomagać jeszcze pogarszają Jego stan…
Żeby nie zepsuć radości z odkrywania filmu osobom, które wybierają się do kina pozwolę sobie w tym miejscy przerwać i napisać jedynie kilka słów o moim odbiorze tego dzieła.
Jak już wspomniałem budowanie atmosfery i cały klimat wyspy oraz szpitala są genialne! Aktorzy wywiązali się ze swoich ról wprost wyśmienicie. Jedynie Leonardo, którego grze aktorskiej nie można nic zarzucić, dla mnie nie do końca do tego filmu pasuje. To chyba wynika z tego, że On ma ciągle wygląd młodzieńca :)

Generalnie film warty obejrzenia, zwłaszcza że zakończenie nie jest jednoznaczne! Po wyjściu z kina można mieć takie uczucie, jak kulturalni ludzie wstający od stołu, czyli tzw. „uczucie lekkiego niedosytu” :)
Z tego wszystkiego zapomniałem napisać, że cała opowieść dotyczyła filmu Wyspa tajemnic (ang. Shutter Island) w reżyserii Martina Scorsese.
Jeszcze mi się teraz przypomniało, że do obejrzenia tego filmu zachęcała również Oluś w komentarzach pod moją recenzją filmu The Box.



