Widziałem ostatnio fantastyczny film…

Cała historia ma miejsce w latach ’50 XX wieku w Zatoce Bostońskiej. Naszych bohaterów będących Szeryfami Federalnymi poznajemy w momencie, w którym przybywają na pewną wyspę w celu wyjaśnienia zaginięcia młodej kobiety. Jak się okazuje nie jest to zwykła wyspa lecz rodzaj szpitala dla psychicznie chorych, połączonego z więzieniem, a kobieta której będą poszukiwać jest chorą psychicznie matką-zabójczynią trojga dzieci…

Od samego początku seansu wchodzimy wraz z bohaterami w dziwną atmosferę nieodmówień i tajemniczości. I dlatego też już do końca filmu będą pojawiały się w naszych głowach pytania: co się dzieje? kto mówi prawdę? co jest realne?

Wracając do zaginionej – okazuje się, że zniknęła ona ze swojej zamkniętej od środka celi w niewyjaśniony sposób lecz postawiła pod jedną z desek podłogowych początkowo niezrozumiały gryps…

Jakby przy okazji okazuje się, że nasz główny bohater jest weteranem II Wojny Światowej i ciągle przeżywa traumę, w związku z tym co widział w trakcie wyzwalania obozów koncentracyjnych w tym obozu w Dachau.

W tej specyficznej atmosferze nasi bohaterowie rozpoczynają dochodzenie na całego. Oczywiście jednym z ważniejszy elementów dochodzenia są przesłuchania, które akurat w tych okolicznościach okazują się być co najmniej dziwne. W międzyczasie nad wyspę nadciąga huragan i dowiadujemy się, że prom łączący wyspę z resztą świata nie przypłynie. Jak się można spodziewać jest to moment, w którym cała akcja nabiera przyspieszenia i jeszcze bardziej się komplikuje…

Nasz główny bohater Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) powoli zaczyna rozumieć, że na wyspie dzieje się coś dziwnego i jeszcze na dodatek zaczynają męczyć go migreny. Ze zdziwieniem ale niestety już po fakcie zaczyna się orientować, że tabletki, które dostaje od dyrektora szpitala (Ben Kingsley) zamiast pomagać jeszcze pogarszają Jego stan…

Żeby nie zepsuć radości z odkrywania filmu osobom, które wybierają się do kina pozwolę sobie w tym miejscy przerwać i napisać jedynie kilka słów o moim odbiorze tego dzieła.

Jak już wspomniałem budowanie atmosfery i cały klimat wyspy oraz szpitala są genialne! Aktorzy wywiązali się ze swoich ról wprost wyśmienicie. Jedynie Leonardo, którego grze aktorskiej nie można nic zarzucić, dla mnie nie do końca do tego filmu pasuje. To chyba wynika z tego, że On ma ciągle wygląd młodzieńca :)

Warto zwrócić jeszcze uwagę na świetnie dobraną scenografię, interesujące ujęcia i brak jakichkolwiek drastycznych scen. Pobudzenie widza i wszelkie doznania jakie budzą się w człowieku spowodowane są ogólną atmosferą, a nie jak to w niktórych filmach bywa dużą iloscią krwi albo latającymi szczątkami.

Generalnie film warty obejrzenia, zwłaszcza że zakończenie nie jest jednoznaczne! Po wyjściu z kina można mieć takie uczucie, jak kulturalni ludzie wstający od stołu, czyli tzw. „uczucie lekkiego niedosytu” :)

Z tego wszystkiego zapomniałem napisać, że cała opowieść dotyczyła filmu Wyspa tajemnic (ang. Shutter Island) w reżyserii Martina Scorsese.

Jeszcze mi się teraz przypomniało, że do obejrzenia tego filmu zachęcała również Oluś w komentarzach pod moją recenzją filmu The Box.