Świetny, rewelacyjny, niestandardowy – to są słowa, które przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o obejrzanym w zeszłym tygodniu filmie Jak zostać królem / The King’s Speech (2010).

Film w reżyserii Toma Hoopera opowiada o tym jak Albert syn króla Jerzego VMarii Teck zostaje królem Imperium Brytyjskiego (dokładnie – Z Bożej łaski Wielkiej Brytanii, Irlandii i brytyjskich dominiów zamorskich król, Obrońca Wiary, cesarz Indii) znanym później jako Jerzy VI.

W tej całej historii najważniejsze jest to, że Albert nie dość, że nie szykował się na bycie królem, bo miał starszego i przygotowywanego do tej roli brata Edwarda VIII, to jeszcze nie za bardzo się do tego nadawał! Związane było to z Jego problemami z mówieniem i wystąpieniami publicznymi – krótko mówiąc bardzo się jąkał!

W związku z tym, osią całej fabuły są zmagania młodego księcia, a potem króla z jąkaniem się. W tej walce bardzo wspiera Go żona – Elżbieta, w odróżnieniu od większości rodziny królewskiej. Niemal jak w Podróżach Pana Kleksa (1985) (scena z płaczącym księciem) dla Alberta sprowadzani są różni specjaliści, stosujący przeróżne sztuczki, łącznie z trzymaniem w ustach szklanych kulek… Jak się można spodziewać brak jest jakichkolwiek efektów, aż do momentu wizyty u bardzo ekscentrycznego człowieka Lionela Logue’a (Geoffrey Rush) nieposiadającego żądnych dyplomów ani uprawnień lecz posiadającego „to coś”!

Jeśli chodzi o grę aktorską, to muszę przyznać, że wszyscy wywiązali się ze swoich zadań wyśmienicie, ale chciałbym szczególnie wyróżnić Helenę Bonham Carter grającą Królową Elżbietę (później Królową Matkę). Świetnie przedstawiona została również postać starego króla – Jerzego V (Michael Gambon). Momentami miałem wrażenie, że właśnie zszedł z obrazu lub ze znanych mi bardzo dobrze znaczków z Jego podobizną…

Cały film zbudowany jest bardzo lekko ale jednocześnie poważnie i daje w kilku momentach wiele do myślenia. Na uwagę zasługują drobne żarty i złośliwości wymieniane pomiędzy nerwowym królem i przepełnionym ironią logopedą bez doktoratu. Film może nie należy jeszcze do kostiumowych ale wyraźnie zadbano o szczegóły! Ja byłem nimi zachwycony i co więcej, wyjątkowo nie dopatrzyłem się tym razem żadnych błędów filmowych. Sama akcja teoretycznie snuje się powoli lecz nie pojawiają się nudne sceny lub dłużyzny – wszystko prowadzi powoli do wielkiego finału, czyli mowy króla Jerzego VI związanej z włączeniem się Imperium Brytyjskiego do wojny z Niemcami!

Niestety jak zawsze polski dystrybutor i tłumacze musieli spaprać sprawę i zatytułować film po swojemu. W mojej ocenie jest ogromna różnica pomiędzy „Jak zostać królem” a „King’s speech” czyli „Królewską mową” lub „Królewskim przemówieniem”… Nawet bliżej do oryginału i sensu całego filmu byłoby krótkie i zwięzłe „Król mówi”.

Film oceniam w mojej subiektywnej skali na 9/10. Nie umiem nawet do końca wyjaśnić dlaczego dałem aż tyle punktów – po prostu ten obraz zrobił na mnie ogromne wrażenie i pokazał, że można jeszcze zrobić dobry film fabularyzowany i „oparty na faktach” bez zbędnych udziwnień i wariactw!

Zerknijcie na zwiastun: