
Cała fabuła filmu oparta jest na wydarzeniach (dla miłośników TVN – na faktach autentycznych), które miały miejsce 1 lipca 2005 roku we Włodowie na Mazurach. Wtedy to grupa terroryzowanych, zastraszanych, a nawet bitych i ranionych mieszkańców wsi postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i w ramach „sprawiedliwości” pozbyć się raz na zawsze ich prześladowcy, wielokrotnie karanego Józefa Ciechanowicza.
W zwiastunie, który możecie zobaczyć poniżej, zachęca nas do obejrzenia filmu Sławomir Sikora – jeden z bohaterów innego tragiczne wydarzenia, które było inspiracją dla filmu Dług (1999) w reżyserii Krzysztofa Krauzego. W związku z tym jakby naturalnym wydaje się porównywanie filmu Lincz z Długiem, chociaż z kilku względów dodałbym jeszcze do tego zestawienia Dom zły (2009).
Niestety Lincz na tle wymienionych dwóch filmów wypada bardzo słabo. Całość wydaje się jakby była zlepkiem dość dowolnie wybranych i z dużą nonszalancją nakręconych epizodów. Aktorzy poza świetnym Wiesławem Komasą są drętwi i bardzo skupieni na swoich kwestiach, a nie na swobodnej grze, co jeszcze pogarsza cały odbiór. Do tego wszystkie obraz wypełniają nieprzeciętne dłużyzny…
Wspomniany Dług Krauzego był filmem relatywnie spokojnym, a jego istotą było budowanie od samego początku odpowiedniego nastroju! Dzięki temu widz był bardzo szybko włączany do akcji i mógł wręcz postawić się na miejscu bohaterów, zastanawiając – jak on lub ona zachowaliby się w podobnej sytacji! W Linczu nie ma studium psychologicznego, które odpowiednio przedstawiłoby ludzi osaczonych i bezsilnych. Zamiast tego widzimy swoistą listę problemów jakie sprawiał im podstarzały rozrabiaka, a nie o to powinno chodzić w tego typu kinie!

Tak na prawdę Lincz nie pozwala widzowi na własną ocenę sytuacji. Przecież warto zadać sobie kilka pytań, takich jak: czy można było inaczej? czy to co zrobili miszkańcy wsi było jedynym wyjściem? czy całe zachowanie policji i potem wymiaru sprawiedliwości było złe czy dobre?
Niestety na te i inne pytania dostajemy jak w amerykańskim kinie szybkie i proste odpowiedzi, które nie pozostawiają zbyt dużego marginesu na odmienną od reżyserskiej i ogólnie przyjętej interpretacji…
Moja ocena tym razem będzie bardzo ostra ale wynika ona głównie z tego, że bardzo się zawiodłem – daję 3/10!
Cały czas sobie też myślę, jak mógłby wyglądać ten filmy gdyby reżyserował go Władysław Pasikowski, a za zdjęcia odpowiedzialny byłby Paweł Edelman?



