
Po pierwsze nie przepadam za musicalami, średnio podobają mi się nawet filmy muzyczne i generalnie od tego typu sztuki jest opera, teatr muzyczny lub filharmonia. Po drugie jakoś większość rzeczy związanych z Francją źle mi się kojarzy (znacie to powiedzenie, o tym że nie kupuję aut na „f” – Fordów, Fiatów i francuskich…).
Jednak autor oryginalnej powieści – Victor Hugo, reżyser w osobie Toma Hoopera (autora m.in. The King’s Speech), autor strony muzycznej Claude-Micheal Schönberg oraz wyborowa obsada dawały szansę, że jednak film może mi się spodobać.
O szczegółach samej fabuły nie będę pisał, bo wszystko byłoby spojlerem, a pewnie i tak większość Szanownych Czytelników albo czytała pierwowzór albo przynajmniej ma jakieś pojęcie o co chodzi . Pozwolę sobie więc od razu przejść do skomentowania samego filmu…

Po przejściu tej pierwszej 1/3 filmu akcja jakby zaczęła przyspieszać, a kolejne pojawiające się na ekranie postacie w sposób znaczący dodawały coś od siebie do ostatecznego kształtu tego obrazu. Trzeba przyznać, że odbierały one również w pewien sposób głos głównemu bohaterowi :).
Postacie karczmarza Thénardier oraz jego żony grane przez Sachę Barona Cohena oraz Helenę Bonham Carter (m.in. The King’s Speech) były jeśli chodzi o styl na swój sposób skokiem w bok od głównej linii filmu. Momentami wręcz zastanawiałem się, czy na kamerę dla jeszcze lepszego ich przedstawienia nie zostanie założony obiektyw typu „rybie oko”.

Pod względem muzycznym spektaklowi(?)/seansowi ma można nic zarzucić. Całość oparta jest na jednym wątku muzycznym, który co rusz pojawia się to znika w formie różnych wariacji dźwiękowych. Wiem, że takie podejście ma wielu krytyków, ale dla mnie właśnie tak było bardzo dobrze.

Nie wspomniałem nic o Amandzie Seyfried, która wcieliła się w rolę dorosłej Cosette oraz jej partnerze filmowym Mariusie – w tej roli Eddie Redmayne. Oboje perfekcyjnie odtwarzają swoje role i wyśmienicie się uzupełniają, lecz nie są oni jednak tymi aktorami, których najbardziej z filmu zapamiętam…
Jeśli miałbym przyznawać swoje nagrody, to na największe wyróżnienie zasługuje Russell Crowe, a dopiero w następnej kolejności Anne Hathaway oraz Hugh Jackman.
Pomimo dużo mniejszych ról w świadomości na dłużej pozostaje również Samantha Barks (Éponine) ze względu na świetny głos i nie tylko :) oraz bardzo młody Daniel Huttlestone (Gavroche) z pasją wcielający się w rolę małego rewolucjonisty.
Podsumowując – świetna scenografia, wyśmienita muzyka, dobrze dobrani aktorzy oraz ciekawie poprowadzona akcja powodują, że chętnie będę polecał ten film i otrzymuje on ode mnie 8/10. Niestety pojawiające się momentami dłużyzny oraz słaby głos Jackmana nie pozwalają mi dać więcej :)
Tak czy inaczej – jest to film, na który warto wybrać się do kina!




