Les Miserables Nędznicy (2012)Idąc do kina na Les Misérables, czyli Nędzników miałem bardzo duże obawy.

Po pierwsze nie przepadam za musicalami, średnio podobają mi się nawet filmy muzyczne i generalnie od tego typu sztuki jest opera, teatr muzyczny lub filharmonia. Po drugie jakoś większość rzeczy związanych z Francją źle mi się kojarzy (znacie to powiedzenie, o tym że nie kupuję aut na „f” – Fordów, Fiatów i francuskich…).

Jednak autor oryginalnej powieści – Victor Hugo, reżyser w osobie Toma Hoopera (autora m.in. The King’s Speech), autor strony muzycznej Claude-Micheal Schönberg oraz wyborowa obsada dawały szansę, że jednak film może mi się spodobać.

O szczegółach samej fabuły nie będę pisał, bo wszystko byłoby spojlerem, a pewnie i tak większość Szanownych Czytelników albo czytała pierwowzór albo przynajmniej ma jakieś pojęcie o co chodzi . Pozwolę sobie więc od razu przejść do skomentowania samego filmu…

Fantine - Les Miserables (fot. Universal Pictures)Pierwsza godzina była dla mnie trudna. Akcja bardzo się ciągnęła, grany przez Hugh Jackmana – Jean Valjean świetnie wyglądał i wpasowywał się w rewelacyjną scenografię. Niestety strona dźwiękowa była po bardzo męcząca. Jackman w wielu miejscach nie wyrabiał albo wręcz fałszował. Kilkukrotnie zadawałem sobie pytanie, czy rzeczywiście w tym filmie wszystkie kwestie musiał być wyśpiewane? Wrażenie jednak na szczęście poprawiała Fantine (grana przez Anne Hathaway), a szczególnie Jej głos oraz zły Javert, w którego wcielił się Rusell Crowe, kojarzący mi się chyba najbardziej ze świetną rolą w Beautifull Mind (2001).

Karczma - Les Miserables (fot. Universal Pictures)

Po przejściu tej pierwszej 1/3 filmu akcja jakby zaczęła przyspieszać, a kolejne pojawiające się na ekranie postacie w sposób znaczący dodawały coś od siebie do ostatecznego kształtu tego obrazu. Trzeba przyznać, że odbierały one również w pewien sposób głos głównemu bohaterowi :).

Postacie karczmarza Thénardier oraz jego żony grane przez Sachę Barona Cohena oraz Helenę Bonham Carter (m.in. The King’s Speech) były jeśli chodzi o styl na swój sposób skokiem w bok od głównej linii filmu. Momentami wręcz zastanawiałem się, czy na kamerę dla jeszcze lepszego ich przedstawienia nie zostanie założony obiektyw typu „rybie oko”.

Rewolucja - Les Miserables (fot. Universal Pictures)Rewolucyjna Francja, barykady, burząca się w młodych i żądnych sprawiedliwości ludziach krew oraz inne drobne elementy zostały przedstawione dokładnie tak, jak wymaga tego gatunek. Oczywiście pojawia się wiele uproszczeń i schematów oddających współczesne poglądy na temat XIX w. ale to bardzo dobrze! Wspomnę też, iż jestem bardzo zadowolony z tego, że nie zauważyłem żadnych błędów logicznych lub historycznych (na znikające przedmioty pomiędzy scenami albo inne uczesania nie zwracam specjalnie uwagi).

Pod względem muzycznym spektaklowi(?)/seansowi ma można nic zarzucić. Całość oparta jest na jednym wątku muzycznym, który co rusz pojawia się to znika w formie różnych wariacji dźwiękowych. Wiem, że takie podejście ma wielu krytyków, ale dla mnie właśnie tak było bardzo dobrze.

Inspektor Javert - Les Miserables (fot. Universal Pictures)W mojej opinii najlepszy moment filmu ze względów muzycznych (ale nie tylko), to fragment w którym widzimy inspektora Javerta w mundurze galowym pośród innych oficjeli na zmianę z młodymi Francuzami gotującymi się do walki. Klasyczne podejście: dwie strony problemu – dwie postawydwa światy: nowy i stary etc. ale w rewelacyjnym ujęciu!

Nie wspomniałem nic o Amandzie Seyfried, która wcieliła się w rolę dorosłej Cosette oraz jej partnerze filmowym Mariusie – w tej roli Eddie Redmayne. Oboje perfekcyjnie odtwarzają swoje role i wyśmienicie się uzupełniają, lecz nie są oni jednak tymi aktorami, których najbardziej z filmu zapamiętam…

Jeśli miałbym przyznawać swoje nagrody, to na największe wyróżnienie zasługuje Russell Crowe, a dopiero w następnej kolejności Anne Hathaway oraz Hugh Jackman.

Pomimo dużo mniejszych ról w świadomości na dłużej pozostaje również Samantha Barks (Éponine) ze względu na świetny głos i nie tylko :) oraz bardzo młody Daniel Huttlestone (Gavroche) z pasją wcielający się w rolę małego rewolucjonisty.

Podsumowując – świetna scenografia, wyśmienita muzyka, dobrze dobrani aktorzy oraz ciekawie poprowadzona akcja powodują, że chętnie będę polecał ten film i otrzymuje on ode mnie 8/10. Niestety pojawiające się momentami dłużyzny oraz słaby głos Jackmana nie pozwalają mi dać więcej :)

Tak czy inaczej – jest to film, na który warto wybrać się do kina!