
W ramach festiwalu Off Plus Camera 2012 w niedzielny wieczór w krakowskim kinie Kijów miałem przyjemność uczestniczyć w wielkim filmowym wydarzeniu. W obecności Andrzeja Wajdy oraz odtwórców głównych ról, czyli Andrzeja Seweryna, Daniela Olbrychskiego i Wojciecha Pszoniaka a także innych aktorów i członków ekipy filmowej o godz. 19.00 rozpoczęła się projekcja odnowionej, a dokładniej odrestaurowanej cyfrowo nowej wersji reżyserskiej filmu Ziemia Obiecana (1974). Za cały projekt renowacji odpowiada firma KinoRP oraz cały szereg sponsorów i patronów.
Jak możecie się spodziewać lub po prostu wiecie (zwłaszcza że wspominam o tym dość często) dla mnie jako Lodzermenscha (chociaż w Krakowie) zarówno książka, jak i film Ziemia Obiecana grają bardzo ważną rolę w życiu!

Całe spotkanie filmowe trwało niemal 4 godziny. O godz. 18.00 rozpoczęły się powitania oraz przemówienia i w zasadzie ten godzinny wstęp zdominował Andrzej Wajda dając dojść do głosu na dłuższą chwilę jedynie Wojciechowi Pszoniakowi :)
Sam reżyser opowiadał o swoich związkach z Krakowem i niechęci do Łodzi (!). Akurat o tym drugim wiem aż nadto :( ale nie o tym dziś chciałem pisać…
Dla mnie bardzo ciekawą sprawą była opowieść o tym jak w ogóle doszło do nakręcenie Ziemi Obiecanej. Tę część opowieści Pan Wajda rozpoczął słowami „Głupi ma zawsze szczęście”. Okazuje się, że wspaniałą powieścią Reymonta reżyser zainteresował się dzięki spotkanemu przypadkiem w jakimś przejściu Andrzejowi Żuławskiemu. To właśnie On podsunął Andrzejowi Wajdzie lekturę i pomysł na film.

To jednak nie jest tutaj najważniejsze, bo film i tak w mistrzowski sposób przedstawia Łódź przełomu XIX i XX w., a zwłaszcza rewelacyjnie rysuje tę niespotykaną w innych miejscach koegzystencje Polaków, Niemców i Żydów. Oczywiście osią całej opowieści jest budowa fabryki, kredyty, gotówka, czyli kapitalizm pełną gębą ale jest również miejsce na rozważania o (łamanej) etyce, (ginących) zasadach i (umierającej) tradycji.
Co ciekawe – dziś zostałem zaskoczony pytaniem od Sylwii, która nie mogła uczestniczyć w sensie do końca, a nigdy wcześniej nie widziała Ziemi Obiecanej. Zapytała mnie Ona – „czy udało im się ostatecznie zbudować tę fabrykę?„. Przyznam szczerze, że zawsze ten film odbierałem jako całość, jako film o klimacie Łodzi, o ludziach i tym wszystkim o czym pisałem wcześniej ale jak widać można do niego również podejść jako do opowieści o przygodach trzech młodych gniewnych budujących fabrykę :)
Nie będę dalej streszczał filmu, bo przecież nie o to chodzi w tym wpisie. Dodam jednak dla miłośników i koneserów tego obrazu, że w tej odnowionej cyfrowo wersji doszło kilka scen (w stosunku do I wersji z 1974), a kilka zostało usuniętych. Spośród tych pierwszych warto zwrócić uwagę na pełną dyskusje Maxa z ojcem na temat przyszłości ich biznesu i tego jak się Łódź zmieniła przez 50 lat. Jeśli chodzi o sceny, które totalnie zniknęły to pierwsza, która przychodzi mi na myśl, to scena w której pracownicy biurowi grają po pracy Mozarta i własne kompozycje!

Jeszcze powrócę na chwilę do aktorów – Wojciech Pszoniak opowiadał o tym, że początkowo miął grać zupełnie inną rolę! Moryc Welt miał był bardziej Reymontowski ale ostatecznie właśnie ta postać, zapewne również dzięki niesamowitej grze Wojciecha Pszoniaka została zmieniona w stosunku do literackiego oryginału zarówno w sensie duchowym, jak i wyglądu zewnętrznego.
Daniel Olbrychski wypowiedział się raczej krótko i niestety nie do końca udało mi się złapać Jego przesłanie.
Niestety Andrzej Seweryn nie miał swoich pięciu minut na opowieść, bo wszyscy zajęli się wykonywaniem odcisków dłoni do alei gwiazd, a potem mikrofon znów przechwycił reżyser, który jak wiemy bardzo lubi opowiadać.


Zdjęcia z seansu oraz z bankietu dostępne są na oficjalnej stronie Off Plus Camera w dziale Galeria.
Przyszło mi do głowy aby zapytać Was jeszcze na koniec tego wpisu, czy również lubicie Ziemię Obiecaną tak bardzo jak ja? A jeśli tak, to czy macie jakąś postać, z którą możecie się identyfikować?
U mnie to akurat proste i podobno oczywiste – jak powiedział wczoraj w rozmowie telefonicznej (po seansie) mój szanowny Ojciec – „… bo Ty właśnie masz taką szwabską sentymentalną duszę”. Czyli już wiecie kto jest „moim” bohaterem… :)



