Dziś długo zapowiadana recenzja filmu The Social Network (2010) w reżyserii Davida Finchera.

Zacznę od tego, że moja teoria o kiepskich zwiastunach i dobrych filmach lub na odwrót tym razem się nie spełniła. Zarówno zapowiedź jak i sam film oceniam bardzo wysoko!

Tematyka obrazu jest dość oryginalna, bo chyba pierwszy raz w kinie tematem filmu jest portal internetowy i tzw. społeczność internetowa. Oczywiście wielokrotnie widzieliśmy już sieć w ujęciu hakerskim, terrorystycznym itd., sieć jako miejsce, w którym można spotkać druga połowę (np. Masz wiadomość z Tomem Hanksem) albo sieć jako zagrożenie dla ludzi (X-files) itd.

Oczywiście jak to w USA bywa wszystko zaczyna się od nieszczęśliwej miłości, rozstania lub innej tego typu tragedii… Mark Zuckerberg grany przez Jesse’go Eisenberga postanawia stworzyć stronę internetową będącą bazą danych zdjęć studentek prestiżowego Harvardu. Oczywiści od razu wprowadza funkcjonalność, która okazuje się być odpowiedzią na „żywotne potrzeby” męskiej części studenckiej braci. Ta funkcjonalność to porównywanie dwóch zdjęć, czyli ocenianie – kto jest ładniejszy, coś jak hot or not…

Potem widzimy naszego bohatera i kolegów walczących z oskarżeniami o pogwałcenie praw autorskich, naruszenie prywatności oraz złamanie zabezpieczeń. Przy czym jeśli chodzi o te ostatnie, to na niektórych serwerach nawet nie było co łamać :).

W trakcie tego wszystkiego tworzy się w umyśle Marka pomysł na portal. Oczywiście nasz młody i energiczny amerykanin, żydowskiego pochodzenia od razu zabiera się do pracy, nie dbając o nic poza ukochanym programowaniem. Od innych spraw ma wspólnika Eduardo Saverina (Andrew Garfield). Tak powstaje portal o nazwie Thefacebook, który początkowo podbija serca studentów Harvardu, a następnie innych okolicznych uniwersytetów i Doliny Krzemowej, aż w końcu zamieniając się w Facebook podbija cały świat! Hurra!

W miedzy czasie pojawiają się wątki damsko-męskie oraz imprezowe, a także moje ulubione – próby dostania się do prestiżowych organizacji studenckich tzw. bractw. Do tego wszystkiego tak na prawdę pretekstem do opowiedzenia całej historii są dwa procesy sądowe, które zostały wytoczone autorowi Facebooka. W pierwszym przypadku zostaje On oskarżony o kradzież pomysłu na portal społęcznościowy, a w drugim chodzi o wyrolowane z interesu jego partnera Eduardo Saverina.

Zapomniałem jeszcze wspomnieć o postaci Seana Parkera – założyciela Napstera (Justin Timberlake), który dołącza w pewnym momencie do całego projektu i w dużej mierze bardzo go rozwija. Postać dość kontrowersyjna, bo z jednej strony Facebok dużo Mu zawdzięcza, a z drugiej strony to właśnie On wprowadza dość duże rozluźnienie, pijaństwo, dragi etc. no i finalnie to przez niego odsunięty zostaje Eduardo.

Film jest oparty na scenariuszu Aarona Sorkina, który starał się jak najsilniej oddać realia i stosunki panujące w ekipie tworzącej Facebooka. Szczególnie warto zwrócić uwagę na świetnie narysowane postacie, charakteryzujące się dość skomplikowanym wnętrzem. Inaczej mówiąc film jest pewnym rodzajem studium psychologicznego. Mamy tutaj pieniądze, władzę, zazdrość, miłość, namiętność, a także zdrady i oszustwa. Przy tym wszystkimi widzimy również, że główni bohaterowie są zwykłymi ludźmi o dość przyziemnych problemach i pragnieniach…

Podsumowując film polecam wszystkim bardzo serdecznie! Szczególnie zachęcam osoby zmęczone produkacjmi, w których aktorzy nie muszą grać, nie muszą mówić, nie muszą przekazywać emocji, bo i tak najważniejsze są efekty specjalne (np. Avatar). The social network jest w mojej ocenie świetnym dramatem obyczajowym z elementami psychologicznymi.

Jeszcze jedna sprawa, tak na marginesie. Zazwyczaj polscy dystrybutorzy mają problem z tłumaczeniem tytułu filmowego (np. Dirty Dancing i inne). Tym razem tytuł został zachowany w oryginale ale przecież coś trzeba było spaprać… Zachęcam do porównania tekstu na polskim plakacie filmowym i na amerykańskim. W mojej ocenie sens i wydźwięk tych tekstów jest zupełnie inny i co więcej amerykański bardziej oddaje sens filmu, a polski jest bardziej w klimacie nagłówków w gazetach typu Fakt lub Superekspres…