Salt (2010) - oficjalny plakat
Salt (2010) – oficjalny plakat

No i stało się – wybrałem się w ostatni piątek na premierę długo wyczekiwanego nowego filmu z Angeliną Jolie pt. Salt.

Muszę przyznać już na wstępie, że byłem bardzo zadowolony z seansu i z całego serca mogę Wam polecić ten film!

Oczywiście jeśli ktoś gustuje jedynie w super-ambitnych filmach, o wysublimowanej fabule, grze aktorskiej na poziomie teatrów szekspirowskich itp. to nie powinien wybierać się na tę produkcję…

Jeśli jednak lubicie czasem pooglądać dobrą i wartką akcję, osadzoną w ciekawych wnętrzach i nie boli Was, że fabułę można skrócić do „Ona ucieka, a Oni ją gonią” to bardzo serdecznie polecam, bo to bardzo dobry kawałek kina sensacyjnego.

Ja poszedłem na ten film z trzech powodów:

  1. bo spodobały mi się sceny akcji w zwiastunie,
  2. bo dawno nie widziałem Angeliny Jolie (do tego filmu nie mogłem się zdecydować, czy lubię ją jako aktorkę, czy nie),
  3. ostatnie „bo” – bo chciałem zobaczyć jak Daniel Olbrychski wkomponuję się w ten hollywoodzki sensacyjno-kryminalny klimat.

Fabuła, akcja, problem…

Powinienem teraz napisać trochę o fabule ale tak na prawdę to nie wiem co, bo cokolwiek przychodzi mi na myśl, to jest to już „spojler” :)

Na początku widzimy główną bohaterkę (Angelinę) w północno-koreańskim więzieniu, a w zasadzie w amerykańskim wyobrażeniu tego więzienia. To trochę, tak jak pokazywanie Rosji (zarówno tej sowieckiej jak i aktualnej „imperialnej”) oraz samych Rosjan w kinie amerykańskim – wiadomo jak to czasem potrafi być pokraczne. Oczywiście bohaterka po torturach itp. zostaje wymieniona na jakiegoś Koreańczyka i wraca do ukochanego męża.

W kolejnej scenie (pomijając miłosno-porankową scenę w domu) jesteśmy już w biurze CIA! Nasza Evelyn jest czysta, elegancka i pachnąca i tak się jakoś składa, że wybiera się do domu, bo ma jakąś rocznicę lub coś w tym stylu i w ostatniej chwili musi się wrócić i przesłuchać rosyjskiego szpiega-informatora o imieniu Vassily Orlov (Daniel Olbrychski). W trakcie tego przesłuchania nasz miły (oczywiście niedogolony „jak każdy Rosjanin”) starszy pan informuje Evelyn, że ma być dokonany zamach na prezydenta i zamachowiec jest uśpionym rosyjskim agentem z programu KA i nazywa się Evelyn Salt :)

Jak się można domyśleć od tego momentu zaczyna się gonitwa z ludźmi i czasem. Evelyn ucieka i skacze na ciężarówki (prawie jak w filmach o Jamesie Bondzie albo w Matrixie), ukrywa się w zakamarkach wysokich budynków i całkiem zwinnie porusza po szybach wind (jak Bruce Willis w Die Hard), produkuje bomby (jak niepowtarzalny MacGyver), robi różne teoretycznie niemożliwe cuda (jak Tom Cruise w Mission: Impossible) i nawet trochę strzela (ale do Sylvestera S. jeszcze Jej trochę brakuje), a cała armia policjantów, agentów CIA i chyba NSA goni Ją po całej okolicy.

Angelina Jolie - Salt (2010)
Angelina Jolie – Salt (2010)

Oczywiście agentka Salt ucieka ponieważ czuje, że ktoś chce ją wrobić i dodatkowo próbuje odnaleźć męża, któremu grozi niebezpieczeństwo. Potem okazuje się jeszcze, że Evelyn będzie próbowała oczyścić się z zarzutów które na niej ciążą…

Tyle o fabule, a teraz kilka słów o samym jak to się mówi „warsztacie”. Aktorzy jak dla mnie wypadli bardzo dobrze. Sama Angelina zagrała ciekawie i pomimo tego, że już trochę zaczyna się starzeć (35 lat) nadal wygląda atrakcyjnie. Nie znam specjalnie dzieł reżysera Phillipa Noyce’a ale mogę powiedzieć, że w tym obrazie czerpiąc z klasyki gatunku (pisałem o tym powyżej) stworzył według mnie coś naprawdę dobrego. Spodziewam się oczywiście, że pewnie dla wielu ludzi będzie to wtórne dzieło.

Niestety poza Danielem Olbrychskim niespecjalnie zwróciłem uwagę na innych aktorów, więc mogę powiedzieć, że grali po prostu OK ale bez szału. Co do samego Pana Olbrychskiego to przed filmem chodziły słuchy, że rola tego typu postaci i w takim małym wymiarze, to porażka dla aktora o tak ogromnym dorobku. Ja się nie zgadzam! Uważam, że Jego udział był właśnie pięknym dodatkiem do świetnej całości.

Nie byłbym sobą gdybym odrobinę nie ponarzekał :)

Generalnie nie podobały mi się zbędne powroty do przeszłych zdarzeń związanych z mężem głównej bohaterki. Co tu dużo ukrywać – one po prostu spowalniały akcję i zupełnie zbędnie wydłużały film. Jest też jedna duża głupota w fabule (oczywiście nierealnych skoków itp. nie liczę, bo to norma w takich filmach) – do poszukiwania Orlova wykorzystywane jest Jego stare zdjęcie „z Breżniewem” z 1981 roku, a przecież chwilę wcześniej facet siedział w pokoju przesłuchań, pod obserwacją kilku kamer…

Na koniec przyszło mi do głowy jeszcze jedno, pewnie dość luźne skojarzenie – mamy teoretycznie małżeństwo, którego celem miała być obserwacja, wykorzystanie i ewentualnie werbunek, a to jakby nie było oglądaliśmy ostatnio w Różyczce.

Podsumowując – film rewelacyjny! Dawno nie byłem na tak dobrym kinie akcji – jeśli ktoś skusi się na wyprawę do kina, to życzę miłego seansu!