Tym razem będzie o nowej produkcji z udziałem Mela Gibsona ubóstwianego przez miliony, w tym piszącą tutaj Krystynę :)

Ten nowy film ma tytuł Edge of Darkness i za żadne skarby nie mogę zrozumieć, dlaczego polski dystrybutor tradycyjnie nie poradził sobie z tłumaczeniem i wymyślił tytuł Furia?!

Oczywiście tytuł nie jest tutaj najważniejszy, więc przejdźmy od razu do fabuły filmowej.

Film rozpoczyna się dość klasycznie, bo oto poznajemy faceta w wieku średnim, który okazuje się być detektywem Thomasem Cravenem (Mel Gibson) – taki zwykły amerykański policjant. Naszego samotnego detektywa-ojca (tym razem już bez rodziny – czyli nie jak Gibson w Znakach) pewnego dnia odwiedza dawno niewidziana córeczka Emma (Bojana Novakovic).

Thomas odbiera Emmę ze stacji kolejowej i oczywiście mamy tutaj klasyczną amerykańska sielankę w stylu: „co u ciebie”, „a może jesteś w ciąży”, „czy masz chłopaka”, „mam ale pewnie by Ci się nie spodobał” itd. Generalnie cud, miód i malina, aż do momentu kiedy to dziewczyna zaczyna się źle czuć i wymiotuje (dla zainteresowanych – w kolorze beżowym). Dobry tato oczywiście postanawia zawieść Emmę do lekarza… Ubierają się, wychodzą na ganek, a tam buuuumm!

Stojący na ulicy facet wykrzykując nazwisko Craven strzela do naszych bohaterów z jakiejś broni raczej dużego kalibru, trafia Emmę i ucieka. Tutaj muszę wspomnieć, że oczywiście krew rozbryzguje się mniej więcej po równo na twarz Gibsona, Jego ubranie i futrynę drzwi…

Jak można się domyśleć, Emma umiera na rękach zrozpaczonego ojca i przez następne parędziesiąt minut mamy możliwość obserwować jak starszy pan policjant goni złych zabójców córeczki.

Jak się potem okazuje, pomimo tego, że Mel ma już prawie 55 lat nadal dziarsko biega za samochodami, bije się z dwudziestoparoletnimi gówniarzami, strzela z różnych pistoletów i do tego jeszcze w przerwach rozwiązuje zagadki kryminalne…

W zasadzie napisałem już mniej więcej o co w filmie chodzi. Warto jedynie dodać, że w pewnym momencie okazuje się, że to jednak nie Thomas był celem faceta strzelającego na ulicy lecz Jego córeczka. Powoli zaczynamy dowiadywać się czym Emma się zajmowała i z kim zadawała. Nasz główny bohater poznaje też jednego pana senatora, a więc mamy w filmie również wątek wielkiej polityki! O co dokładnie chodzi nie będę pisał, bo w zasadzie wtedy już nie będzie sensu oglądać filmu… A tak można chociaż przez pierwsze pół godziny pozastanawiać się o co chodzi – potem jest już jakby z górki :)

Całość jest typowym thrillerem jakich wiele. Mel Gibson jest w tym filmie sobą, co oznacza, że możemy popodziwiać Jego marsowe czoło, klasyczne miny, posłuchać niskiego głosu no i oczywiście popatrzeć w te jak zawsze „smutne ale ciepłe błękitne oczy” :P I tyle dobrego o filmie, bo w mojej hierarchii ustawiam go mniej więcej na poziomie przyzwoitego filmu na sobotni wieczór w TVP – nic mniej, nic więcej!

Na wizytę w kinie tym razem nie namawia, ani jej nie odradzam. Poczytajcie, zerknijcie na zwiastun i zdecydujcie sami…