
Film Richarda Kelly’ego zapowiadał się naprawdę dobrze. Wszelkie informacje, które do mnie docierały oraz zapowiedzi narobiły mi smaku, a ostateczny efekt można by nazwać raczej niesmakiem.
Na początku poznajemy młode małżeństwo – facet pracuje dla NASA (James Marsden), kobieta jest nauczycielką (Cameron Diaz) i jest jeszcze dzieciak. Całość ma miejsce zimą 1976 roku i wtedy to właśnie do drzwi naszej rodziny puka nieznajomy o bradzo zdeformowanej twarzy i wręcza pudełko. W nim znajduje się „urządzenie” z ładnym dużym, czerwonym przyciskiem – prawie takim jak we wszelkich filmach pokazujących przyciski do wyrzutni rakiet atomowych (takie luźne skojarzenie).
Od razu dowiadujemy się rownież, że po naciśnięciu przycisku ktoś zginie, a osoby naciskające dostaną okrągły milon dolarów w zielonych szeleszczących banknotach! Oczywiście tutaj następuje etap z jednej strony wahania, a z drugiej racjonalnej oceny zwykłego pudełka z przyciskiem. Jak się jednak okazu Pani naciska przycisk i ku zdumieniu obojga małżonków po chwili tajemniczy człowiek ze zdeformowaną twarzą pojawia się w ich domu ponownie i wręcza obiecany milion dolarów. Najważniejsze jest jednak to, że na odchodne informuje zdziwionych bohaterów, że może zagwarantować, iż pudełko trafi teraz do kogoś, kto na 100% ich nie zna! Czyli wiadomo co będzie dalej…
Teoretycznie od pierwszej sceny wszystko zapowiada się ciekawie. Filmy należące do gatunku psychologicznych z elementami mrocznymi przechodzące w lekkie horrory wzbudzają zazwyczaj moje zainteresowanie.
Tak też było i tym razem. Mniej więcej do połowy filmu akcja się rozkręca – raz jest strasznie, raz tajemniczo, a innym razem tylko mrocznie.
Niestety w pewnym momencie czar pryska (widać ten moment również w zwiastunie – czas 1:50), a to za sprawą wprowadzenia tzw. cudów. Do zestawu gatunków których mix oglądamy na ekranie dochodzi sajens-fikszyn! Pojawiają się jakieś latające bloki wodne, ktoś przenosi się w wodzie do swojego łóżka itd. Dodatkowo okazuje się, że wszystko co widzimy to nie jakaś ciekawie utkana intryga lub eksperyment psychologiczny lecz działania kosmitów, a w zasadzie ich przedstawiciela. Więcej nie będę pisał bo nie wypada przywoływać całej treści.
Generalnie powtórzę to co powiedziałem po wyjściu z kina – film był kiepski i bardzo przypominał mi moje wypracowania z języka polskiego, pisane w szkole podstawowej. Czym się to objawia? Ano tym, że w „dziele” występuje długi i nawet ciekawy wstęp, potem nagle pojawia się średniej jakości i do tego krótki środek, a zakończenie to już w ogóle słabizna…
Jakby ktoś chciałby porównanie nie do moich wypracowań lecz do innego filmu to służę – film z Melem Gibsonem pod tytułem Znaki / Signs (2002) prezentuje dokładnie ten sam styl…
Podsumowując, żeby nie było żadnych niedomówień odnośnie mojej oceny tego filmu – nie polecam!
Polecam za to recenzję The Box autorstwa Jakuba Gałki umieszczoną w serwisie stopklatka.pl. Bardzo podoba mi się jej styl i zgadzam się prawie ze wszystkim co autor tam napisał…



