Dzisiaj, chociaż to środa nie wybraliśmy się do kina, z tzw. powodów obiektywnych. Nic straconego, bo w zeszłym tygodniu wybraliśmy się grupowo na film pod tytułem The Box. Pułapka, o którym właśnie dziś napiszę kilka słów. Już miałem napisać „ciepłych słów” ale byłaby to niestety nieprawda…

Film Richarda Kelly’ego zapowiadał się naprawdę dobrze. Wszelkie informacje, które do mnie docierały oraz zapowiedzi narobiły mi smaku, a ostateczny efekt można by nazwać raczej niesmakiem.

Na początku poznajemy młode małżeństwo – facet pracuje dla NASA (James Marsden), kobieta jest nauczycielką (Cameron Diaz) i jest jeszcze dzieciak. Całość ma miejsce zimą 1976 roku i wtedy to właśnie do drzwi naszej rodziny puka nieznajomy o bradzo zdeformowanej twarzy i wręcza pudełko. W nim znajduje się „urządzenie” z ładnym dużym, czerwonym przyciskiem – prawie takim jak we wszelkich filmach pokazujących przyciski do wyrzutni rakiet atomowych (takie luźne skojarzenie).

Od razu dowiadujemy się rownież, że po naciśnięciu przycisku ktoś zginie, a osoby naciskające dostaną okrągły milon dolarów w zielonych szeleszczących banknotach! Oczywiście tutaj następuje etap z jednej strony wahania, a z drugiej racjonalnej oceny zwykłego pudełka z przyciskiem. Jak się jednak okazu Pani naciska przycisk i ku zdumieniu obojga małżonków po chwili tajemniczy człowiek ze zdeformowaną twarzą pojawia się w ich domu ponownie i wręcza obiecany milion dolarów. Najważniejsze jest jednak to, że na odchodne informuje zdziwionych bohaterów, że może zagwarantować, iż pudełko trafi teraz do kogoś, kto na 100% ich nie zna! Czyli wiadomo co będzie dalej…

Teoretycznie od pierwszej sceny wszystko zapowiada się ciekawie. Filmy należące do gatunku psychologicznych z elementami mrocznymi przechodzące w lekkie horrory wzbudzają zazwyczaj moje zainteresowanie.

Tak też było i tym razem. Mniej więcej do połowy filmu akcja się rozkręca – raz jest strasznie, raz tajemniczo, a innym razem tylko mrocznie.

Niestety w pewnym momencie czar pryska (widać ten moment również w zwiastunie – czas 1:50), a to za sprawą wprowadzenia tzw. cudów. Do zestawu gatunków których mix oglądamy na ekranie dochodzi sajens-fikszyn! Pojawiają się jakieś latające bloki wodne, ktoś przenosi się w wodzie do swojego łóżka itd. Dodatkowo okazuje się, że wszystko co widzimy to nie jakaś ciekawie utkana intryga lub eksperyment psychologiczny lecz działania kosmitów, a w zasadzie ich przedstawiciela. Więcej nie będę pisał bo nie wypada przywoływać całej treści.

Generalnie powtórzę to co powiedziałem po wyjściu z kina – film był kiepski i bardzo przypominał mi moje wypracowania z języka polskiego, pisane w szkole podstawowej. Czym się to objawia? Ano tym, że w „dziele” występuje długi i nawet ciekawy wstęp, potem nagle pojawia się średniej jakości i do tego krótki środek, a zakończenie to już w ogóle słabizna…

Jakby ktoś chciałby porównanie nie do moich wypracowań lecz do innego filmu to służę – film z Melem Gibsonem pod tytułem Znaki / Signs (2002) prezentuje dokładnie ten sam styl…

Podsumowując, żeby nie było żadnych niedomówień odnośnie mojej oceny tego filmu – nie polecam!

Polecam za to recenzję The Box autorstwa Jakuba Gałki umieszczoną w serwisie stopklatka.pl. Bardzo podoba mi się jej styl i zgadzam się prawie ze wszystkim co autor tam napisał…