Pani AniaPonieważ od jakiegoś czasu w portalach społecznościowych związanych z pracą mam napisane na profilach: Poszukuję nowych wyzwań (GoldenLine) i Analytical (forensic) chemist looking for a new challenges (LinkedIn) otrzymuję różne oferty pracy. Muszę przyznać, że jedne są ciekawe – inne mniej, ale zazwyczaj nawiązują do mojego wykształcenia, doświadczenia, czy też specyficznych umiejętności. Coraz częściej jednak dostaję oferty pracy totalnie niedopasowane do mojego profilu i właśnie dziś o takiej przykładowej propozycji postanowiłem Wam napisać…

Pozwolę sobie darować imię i nazwisko Pani rekruterki oraz Jej firmę, bo mój dzisiejszy list/wpis ma cel edukacyjny i nie chciałbym aby Pani miała z jego powodu jakieś problemy, lecz raczej aby czegoś się nauczyła na przyszłość.

Zaczynamy!

Po pierwsze powstał generalnie nowy zwyczaj zapraszania przez rekruterów do kontaktów bez jakiegokolwiek słowa uzasadnienia. Chyba że potraktujemy jako uzasadnienie:

Hi Jakub,

I’d like to connect with you on LinkedIn.

Pani Ania

Specjalista od rekrutacji w firmie HR Złota Teresa, Warszawa

Moja wina – skusiłem się, przyznaję się bez bicia i kliknąłem Accept. Czemu to zrobiłem? Ano dlatego, że często agencje oszczędzają na kosztach i nie kupują sobie wersji pro na LinkedIn i przez to nie mogą pisać do osób, których nie mają w kontaktach i wtedy może mnie ominąć ciekawa oferta. Oczywiście nic nie usprawiedliwia lenistwa Pani rekrtuterki, bo przecież można by się chwilę wysilić i w 10 sekund znaleźć mojego maila. Idźmy jednak dalej…

Kilka minut później Pani Ania pisze:

Witam serdecznie,

aktualnie prowadzę ciekawy projekt rekrutacyjny i chciałabym Pana zainteresować ofertą. Szczegóły znajdują się w linku.

http://www.pracuj.pl/praca/xxxxxxxxx

Jeśli byłby Pan zainteresowany ofertą lub zna Pan osobę, której kompetencje są zgodne ze stanowiskiem będę wdzięczna za kontakt.

Pozdrawiam

Pani Ania

Czyli Pani Ania zaprasza mnie do zerknięcia na ofertę, dostępną w pełni publicznie na portalu praca.pl – czuję się niesamowicie zaszczycony. Do tego jeśli przypadkiem nie byłbym nią zainteresowany to mam pomóc w Pani pracy i podesłać Jej jakiegoś kandydata – zaczyna się nieźle :)

Niestety link z oferty nie działał (potem okazało się, że to przez przecinki), ale z adresu przeczytałem: Sales Support Specialist Wielka Brytania, czyli domyśliłem się, że w wolnym tłumaczeniu dostałem propozycję pracy jako ambitny sprzedawca, marketingowiec, twórca sieci sprzedażowych etc. Pozwoliłem sobie więc odpisać:

Dzień dobry,

po pierwsze link nie działa, a po drugie chciałem zapytać: która część mojego CV podpowiada Pani, że będę zainteresowany pracą jako Sales Support Specialist?

Przyznam, że bardzo mnie Pani zaciekawiła.

Nie minęło kilka minut i otrzymałem bardzo lakoniczną (lecz niestety niezbyt wyczerpującą) odpowiedź:

http://www.pracuj.pl/praca/xxxxxxxxx

Proszę przekopiować adres do przeglądarki.

Czyli tradycyjnie – brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, bo przecież nie tylko zwróciłem uwagę na problem z linkiem, ale również zadałem pytanie. Moja kolejna odpowiedź wyglądała następująco:

Jeszcze raz zapytam, skoro już zajmuje Pani mój czas:
która część mojego CV podpowiada Pani, że będę zainteresowany pracą jako Sales Support Specialist?

Tym razem Pani Ania zauważyła już pytanie i odpisała:

Poszukuję osoby z biegłym angielskim, wykształceniem biologicznym/chemicznym, najlepiej doktoratem oraz znającą się na mikroskopach, chętnej do przeprowadzki.

Wykrzyknąłem (po angielsku, myśląc już o nowej wspaniałej pracy) wow! Przecież to ja – Pani Ania znalazła idealnego kandydata:

Pewnie jesteście ciekawi co było w ogłoszeniu – pozwolę sobie więc fragment skopiować:

Responsibilities:

  • Prospect for new clients/ lead generation in EMEA region through web search, email, telephone, etc.
  • Direct communication with potential customers via e-mail and telephone to promote product range
  • Execute marketing plan/marketing campaigns (e.g. targeted e-shot, mail shot)
  • Follow up and qualify contacts from web registrations, promotions, events and other marketing and sales activities
  • Establish and maintain appropriate pipeline to meet the requirements of the EMEA sales targets
  • Prepare and present results from campaigns
  • Organize visits for customers with Regional Sales Engineers when required
  • Record all sales activities in the CRM system
  • Market research feedback
  • Any other duties as may be reasonably requested from time to time by the Line Manager
  • Report to Line Manager at head office

Requirements:

  • Master’s Degree in Science/Engineering/Business
  • 2 years experience in a telemarketing/sales role
  • A proven track record in telesales sales and pre-sales related activities
  • Understanding of digital camera/microscopy imaging is required
  • Fluent English is a must
  • Experience of maintaining a data base system
  • Strong communication and organization skills
  • Ability to work independently across functional region
  • Ready to relocate to the United Kingdom

Sprawa wygląda „trochę inaczej” w opisie, niż w przekazanej przez Panią Anię wiadomości. Oczywiście tym bardziej kompletnie to nie pasuje ani do moich umiejętności (problem dla pracodawcy), ani do moich zainteresowań (problem dla mnie) – postanowiłem więc również odpisać:

Chociaż spełniam wypisane przez Panią warunki, to {Ironia} rzeczywiście, z mojego CV wynika właśnie, że byłbym zainteresowany zostaniem sprzedawcą sprzętu optycznego….{Ironia}

Proszę następnym razem chociaż trochę wysilić się podczas czytania profilu naukowca z doświadczeniem menedżerskim.
W żadnym miejscu nie ma informacji o tym, żebym pracował jako sprzedawca albo abym był tym zainteresowany.

Co ma doktorat z fizykochemii kryminalistycznej oraz doświadczenie w konserwacji zabytków, a także zarządzanie interdyscyplinarnymi zespołami do pracy jako umiejętny sprzedawca, planujący akcje marketingowe itp. nadal nie wiem…

Jeśli jednak kiedyś miałaby Pani coś interesującego i rzeczywiście pasującego do mojego profilu – zapraszam.

W tym momencie Pani Ania z Warszawy (lat 25) chyba się zdenerwowała, że ja – facet po trzydziestce, mieszkaniec biednej Łodzi, z równie biednym doktoratem (z czegoś tam) nie chcę wspaniałej pracy jako Super Sprzedawca w Zjednoczonym Królestwie i odpisała:

Witam,

posiadam pełny opis stanowiska i wymogów ze strony Klienta więc proszę mi wierzyć, że wiem co robię.

Nie zabieram już Panu tak cennego czasu [ironia]

Pozdrawiam serdecznie!

Ha! I tu dochodzimy do kolejnego kwiatka – Pani Ania uważa, że zna wymagania klienta i one są zgodne z moimi kwalifikacjami. Tego chyba już dalej nie trzeba komentować – wystarczy zerknąć powyżej.

Chciałem jednak zwrócić uwagę na inną o wiele ważniejszą sprawę – w tej krótkiej, a jakże treściwej odpowiedzi Pani Ania przyznaje się, że zupełnie nie interesuje jej moje zainteresowanie sprawą i moja ocena wartości tej oferty, bo Ona „wie co robi”.

Jak się domyślacie – odpowiedziałem:

Pozwoli Pani, że to ja ocenię, czy wie Pani co robi lub nie, bo to mój czas jest w tym momencie wykorzystywany. Tak więc tym razem bardzo pomyliła się Pani z dopasowaniem oferty i niestety wielu Pani kolegów po fachu popełnia ten sam błąd…

Również pozdrawiam.

Na koniec dostałem odpowiedź w stylu jak nie to nie – znajdę sobie kogoś, kto będzie mnie całował po stopach za tak rewelacyjną ofertę, a ty szukaj sobie dalej pracy :) Oto oryginał:

Życzę powodzenia w poszukiwaniu pracy, już Panu nie przeszkadzam…

Koniec relacji i teraz przechodzimy do podsumowania

Rekrutacja to część procesu biznesowego i aby wszystko przebiegło jak należy – obie strony powinny być zadowolone. Warto jednak zastanowić się – kto jest stroną w takiej sytuacji? Otóż stronami są:

Rekruter w tym całym procesie jest jedynie pośrednikiem, którego klientami są strony, czyli pracodawca i ja! W związku z tym rekruter powinien w takim samym stopniu zapoznać się z wymaganiami pracodawcy, jak i z możliwościami oraz chęciami potencjalnego pracownika.

Niestety Pani Ania i bardzo wielu Jej kolegów i koleżanek wysyła oferty jak popadnie i gdzie popadnie, zawsze oczywiście pisząc, że to „specjalnie dla pana”, „bardzo ciekawa oferta”, „wyselekcjonowana dla pana” etc., a moim skromnym zdaniem to nie tędy droga. Warto zastanowić się czasem i nie strzelać na oślep, licząc że za którymś razem się trafi!

Podsumowując, drodzy rekruterzy, HRowcy i inni specjaliści od tzw. zasobów ludzkich, bardzo Was proszę i zachęcam: szanujcie przyszłych pracowników, sprawdzajcie ich profile zawodowe, spróbujcie wejść w rolę pośrednika, a nie dawcy-łaskawcy, a gwarantuje Wam, że w Waszym portfolio będzie o wiele więcej usatysfakcjonowanych pracodawców i pracobiorców.

A czy Wy Drodzy Czytelnicy też macie jakieś ciekawe doświadczenia z rekruterami? No i oczywiście, ciekaw jestem czy się ze mną zgadzacie?