Jacek Wojciechowski Nie brooklinski most Edward StachuraWłączyłem sobie po kilku latach przerwy płytę Jacka Wojciechowskiego „Nie brookliński most” z tekstami Edwarda Stachury. Tego samego dnia odbyłem jeszcze wycieczkę do fryzjera. Oba te wydarzenia zaowocowały bardzo silną refleksją – coraz gorzej mówimy po polsku. Praktycznie wszyscy.

Z jednej strony współczesny język niesamowicie zubożał. Wiele słów zniknęło z codziennego użytku – zostały zastąpione innymi, albo przedmioty, które opisywały, przestały być wykorzystywane. W pierwszym przypadku zazwyczaj współczesnym substytutem są uniwersalne wyrażenia – jak choćby „zajebisty”, w drugim – nowe przedmioty opisywane są amerykanizmami. A jeszcze nie tak dawno Stachura tworząc swoją – prostą przecież – poezję korzystał ze słownika o wiele bogatszego niż współcześni „młodzi wykształceni”.

Z drugiej strony coraz częściej słownictwo branżowe (niezależnie od branży) staje się coraz bardziej specjalistyczne. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie, bo mówienie o prostych rzeczach w sposób możliwie „mądry” jest po prostu śmieszne. Doskonały przykład – moja ostatnia wizyta u fryzjera. Pani fryzjerka: „włosy będą optycznie krótsze”. Co to niby ma znaczyć? Logika takiego sformułowania jest absurdem. A można przecież powiedzieć „włosy będą wyglądały na krótsze”.

Oczywiście w moim wylewaniu żali na jakość języka mówionego zauważam też braki u siebie. Nie jestem ideałem. Mój język spłycił się tak samo jak całego mojego otoczenia. Też mówiąc o pracy nie potrafię zawsze mówić prosto i klarownie. A szkoda. Szkoda też, że wiele osób tego nie zauważa.

A żeby było bardziej muzycznie – na koniec tytułowa piosenka z albumu Jacka Wojciechowskiego: